piątek, 27 lutego 2015

Wspomnienia z Cortony...









                                 

To, gdzie się jest, znaczy, czym się jest. Im głębiej owo miejsce przenika jaźń, tym bardziej się wzmacnia więź owym miejscem.
Wybór miejsca nigdy nie bywa przypadkiem, to wybór czegoś, czego się pragnie.
"Pod słońcem Toskanii"  Frances Mayes






Mam takie miejsca, do których nieodparcie lubię wracać... Nic na to nie poradzę... Po prostu lubię i już... Tak było i z Cortoną...  Musiałam tutaj wrócić i  nasycić się jej pięknem... Większość odwiedzających Cortonę, uważa,  że rozsławił ją film i książka  Frances Mayes  Pod słońcem Toskanii.... Niewątpliwie, jest to zasługa filmu... Mnie była już wcześniej znana za sprawą dwóch malarzy, którzy się tutaj urodzili... Pierwszy to Luca da Cortona, malarz wczesnego renesansu... W Kaplicy Sykstyńskiej namalował fresk Testament i śmierć Mojżesza, i freski w katedrze Orvieto... Pamiętam jak wpatrzona w te freski.... Nie mogłam oderwać od nich oczu... Jego obrazy oglądałam   w Galerii Uffizi, i w National Gallery w Londynie... Drugi,  Pietro da Cortona   malarz barokowy... Podziwiałam jego freski  w Pałacu Pitti we Florencji... A wracając do Cortony... To niewielkie, niezwykle urokliwe,  średniowieczne  miasteczko położone  około 50 km od Florencji... Jego historia sięga czasów Etrusków... Pierwsze ślady ich  osadnictwa w tym miejscu pochodzą z VIII w. p.n.e.







Jadąc do Cortony już z daleka widzieliśmy kościoły, dzwonnice i przycupnięte do wzgórza szare, kamienne domy  oplecione masywnym, wysokim murem... Droga pnie się do góry wśród tarasowo położonych poletek z drzewkami oliwnymi i winoroślą... Zatrzymujemy się na dużym parkingu przed murami miasta... Z zachwytem patrzę na solidną budowlę powstałą 2800 lat temu a teraz  porośniętą   kępami kaparów... Z parkingu podziwiamy rozległą panoramę dużego fragmentu rozległej  doliny... Pora wyruszyć na spacer po mieście... Wchodzimy przez potężną bramę o wyjątkowo masywnych murach by potem poruszać się wyjątkowo wąskimi uliczkami w górę, w dół i znowu w górę i dół...








Wąskie uliczki wznoszą się dość stromo... Dobrze, że lubimy chodzić bo coraz bardziej wzrasta  poziom trudności... Nie dosyć, że uliczki  są wąskie i strome to  na dodatek bardzo krótkie... Przy nich stoją wysokie, kamienne domy... Mam wrażenie, że idę wąwozem... Mimo, że świeci słońce to zaułki i uliczki są zacienione... Mijam stare, średniowieczne domy wzmocnione drewnianymi belkami... Fundamenty pochodzą z czasów etruskich i rzymskich... Spacerując zauważam, że powoli otwierane są niewielkie sklepiki z lokalnym winem, makaronami, serem, ziołami, mydłem... Lubię do nich zaglądać by kupić ot tak kilka plasterków prosciutto albo kawałek świeżego  chleba i trochę  gorgonzoli lub prostokąt pizzy... Potem przysiąść na schodach lub  na murku i podziwiać uroki tego miejsca...








Leniwy spacer po uliczkach Cortony jest dużą przyjemnością... Oglądam nisze wypełnione herbami, płaskorzeźbami lub innymi ozdobami powieszonymi na ścianach domów... Przy ścianach ustawione liczne donice z kwitnącymi kwiatami, ziołami... Wstępujemy do niewielkiej restauracyjki usytuowanej przy głównym placu miasteczka aby coś zjeść... Mam ochotę na penne z tradycyjnym sosem pomidorowym... To mi wystarczy... Smakuje wybornie... Eryk zamawia jeszcze pieczonego kurczaka z zielonym groszkiem z sałatą i chlebem... Podobno też jest pyszne...






Tym razem nie wchodzimy do katedry ani Muzeum Diecezjalnego. Odwiedzamy natomiast Muzeum Etruskie... Spacer z przerwami trwa kilka godzin bo Cortona to wyjątkowe miasteczko... To był piękny dzień... Stąd nie chce się wyjeżdżać... Kolejny raz spełniły się moje marzenia...

Liczę na Waszą wyrozumiałość i gorąco przepraszam, że ostatnio  rzadko odwiedzam Wasze blogi... Niestety, kolejny już raz mam problemy z komputerem... Prawdopodobnie muszę kupić nowy sprzęt... Z ogromnym trudem udało mi się opublikować dzisiejszy post...






wtorek, 24 lutego 2015

Imponujący zamek Bobolice...

      







                        


I chociaż w powietrzu już mocno czuć wiosnę, to dzisiaj pragnę pokazać zimowe krajobrazy... Czas niezbyt odległy... W Walentynki kolejny raz "odkrywaliśmy Jurę" i zamek Bobolice... Lubię to miejsce mimo, że budzi tak wiele kontrowersji... Sobota była pięknym dniem... Słońce świeciło dosyć  ostro. Drzewa nisko rzucały cienie... Byłam zachwycona bo momentami śnieg przybierał barwę błękitnego nieba... Gdy wyjechaliśmy z lasu, naszym oczom ukazał się piękny widok... Imponujący zamek... Królujący na wapiennym wzgórzu... Przed wiekami  strzegący granic Królestwa Polskiego... Zamek Bobolice okazywałam w tym poście.




Królewski zamek Bobolice został  zbudowany z polecenia Kazimierza Wielkiego... Należał do systemu warowni granicznych... Tak jak i inne zamki, miał za zadanie bronić przed najeźdźcami od strony Śląska...  To była solidna twierdza zbudowana z kamienia łamanego, z użyciem cegły... Jak mówi historia, warownia przechodziła z rąk do rąk... Jak to zwykle bywa i o tym zamku krążą legendy... Bobol, właściciel zamku kiedy przyłapał na zdradzie swoją żonę, kazał ja zamurować w wieży... Na kamiennym, małym balkonie do dziś zachowanym  na ukazywać się biała postać, która milcząco spogląda na mirowski zamek... W XV wieku właścicielem Bobolic został Mikołaj  Kreza z Zawady herbu Ostoja. Wg podania opiekował się księżniczką ruską Maruchną, dziewczyną o wielkiej urodzie... Maruchnę wykradł a następnie poślubił jej stryj...







 Zamek, jak wiele innych - został ograbiony, zniszczony i podpalony przez Szwedów...Od tego czasu popadał w coraz większą ruinę...  W 1683 roku król Jan III Sobieski w drodze na Wiedeń obozował pod "warownią" w namiotach. Budowla w tym czasie nie nadawała się do zamieszkania... Kilka lat później,  zamek częściowo odbudowano, by w XVIII wieku ostatecznie go opuścić... XIX i XX wiek przyniósł dalsze dewastacje... Ruiny były  niszczone przez poszukiwaczy skarbów... W latach 60 -tych XX wieku zabezpieczony jako trwała ruina... Jednak rozsypywała się  z każdym rokiem coraz bardziej... I taką ruinę kupili bracia Laseccy...  Zachował się fragment  ściany domu mieszkalnego oraz fragmenty bastei na zamku górnym... Pozostały szczątkowe mury zewnętrzne, które kiedyś otaczały dziedziniec... Poniższe zdjęcia pochodzą z Internetu i przedstawiają ruiny zamku Bobolice.






I kiedy w 2001 roku zaczęły się na "zamku"  prace rekonstrukcyjne połączone z pracami archeologicznymi rozpoczęła się ostra dyskusja potępiająca to przedsięwzięcie... Wielu uważa, że to co obecnie oglądamy to... kicz. My Polacy jesteśmy bardzo wrażliwi... Nie tolerujemy tandety... A to co tutaj zbudowano nie zasługuje na określenie - jako piękno ... Zastanawiam się czy z nami jest aż tak bardzo źle? I dlatego tak dużo turystów odwiedza ten zamek? Uważam, że zamek wspaniale wpisuje się krajobraz Jury... Nie przeszkadza mi jasny kamień... On przecież po latach ściemnieje... Większość z nas nie jest specjalistami od pokryć dachowych, wykuszy okiennych, nadbudówek... Wiem jedno. My bardzo lubimy krytykować innych... Wytykanie, że właściciele chcą zarobić na zamku Bobolice, wydaje mi się wręcz śmieszne... Trzeba pokoleń aby odzyskać miliony złotych włożone w rekonstrukcję tej budowli... Podróżuję po naszym kraju i widzę jak wiele jest jeszcze w Polsce ruin zamków i pałaców... I z każdym dniem coraz bardziej niszczeją... Za kilka lat zostaną z nich same gruzy... I też będziemy gorąco dyskutować dlaczego nie zostały odbudowane...







Podziwiam właścicieli tego zamku. Zrobili kawał dobrej roboty... Jeszcze nieraz będę wracać do Bobolic bo to wyjątkowe miejsce... Poniżej zamku znajduje się niewielki hotel oraz karczma serwująca świetne regionalne jedzenie...
W posiadaniu Panów Laseckich są ruiny zamku Mirów...  Pisałam o nich wcześniej... Rozpadające się mury były zagrożeniem dla ludzi... Właściciele  postanowili je ratować. Widać już efekty... Mirów  pozostanie trwałą ruiną udostępnioną turystom... Oczywiście gdy wyrazi zgodę konserwator zabytków... Myślę, że nie zainwestują kolejnych 20 mln złotych (nieoficjalne źródła)w rekonstruowanie zamku Mirów... Tym samym nie narażą się na kolejną, ostrą krytykę...